„to będzie dobry rok bez rocznic i postanowień, bez wspomnień i rozczarowań.”

W 2010 roku poznański zespół Muchy wydał swoją drugą, długo oczekiwaną płytę. Ich debiutancki krążek ukazał się trzy lata wcześniej. Po jego wydaniu grupa zyskała sławę i grono wiernych fanów. „Zyskała” także całą masę oczekwiań, które zaczęto przed nimi stawiać. Po maniakalnym przesłuchiwaniu krążka w dzień i w nocy, w każdym z fanów obudziło się dzikie pożądanie czegoś więcej. Kolejnej piosenki, kolejnej płyty. Oczywiście każdy z tych fanów miał własne wyobrażenie, jak to kolejne… ma wyglądać (czy też raczej w tym przypadku- brzmieć) I tak Muchy znalazły się w bardzo kłopotliwym położeniu. Położeniu zajmowanym przez wszystkich twórców, których debiut okazał się wielkim sukcesem. Odwieczny znak zapytania: jak stworzyć dzieło numer dwa, które utrzyma poziom? (i dodatkowo totalnie zwali z nóg i trafi do serca dotąd nieprzekonanych?) Presja drugiej płyty (ale także: drugiej książki, drugiego filmu, praktycznie drugiego wszystkiego) może albo Twórcę wzmocnić, albo zmarnować.

Jak stało się w przypadku Much?

Zespół postanowił puścić figlarne oko presji i oczekiwaniom. W jaki sposób? Tytułując swoją drugą płytę „notoryczni debiutanci”. Bo co tak naprawdę sprawia, że debiut ma taką siłę rażenia? Jest nieoczekiwany. Wyłania się z nikąd i zachwyca. Rośnie z twórcą od zawsze- jest uzewnętrznieniem czegoś, co kiełkowało od dłuższego czasu, próbując jakoś się uzewnętrznić. Jego zaletą jest olbrzymia wolność. Nie ogranicza nas to, co było wcześniej, oczekiwania kogokolwiek prócz nas samych. Z debiutem wszystko może się zdarzyć. Jest miejsce na pomyłki i złe wybory. Wiadomo, że będzie ich cała masa. Ale nie szkodzi, przecież dopiero zaczynamy naszą przygodę. Notoryczni debiutanci traktują każdy kolejny projekt jako coś nowego. Coś, co gdzieś tam w nich było, jednak jeszcze nie ujrzało światła dziennego. Wkładają w to co robią całą duszę. Zostawiają sobie margines błedu. Przyjmują pomyłki jako część naturalnego porządku rzeczy. Nie boją się eksperymentować. Dają sobie wolność. Nie dają się zatrzymać temu, że może nie sprostają czyimś oczekiwaniom. Po prostu robią.

Tak sobie myślę, że ten koncept jest strasznie genialny i strasznie godny wprowadzenia w codzienne życie. To taki lek na wielki strach przed robieniem czegoś, w czym już próbowaliśmy naszych sił z różnym skutkiem. Jeżeli robiliśmy to coś dobrze, boimy się, że może ten sukces był zupełnie przypadkowy i nie do powtórzenia. Jeżeli wyszło średnio, zaczynamy sie bać, że tak naprawdę nic z tego nie będzie. Takie coś naprawdę paraliżuje i uniemożliwia to, co tak naprawdę jest konieczne, żeby zrobić cokolwiek. Uniemożliwia zaczęcie. Więc od teraz och i ach  (czirliding stosowany vol.1) : notorycznie debiutujmy wciąż i wciąż i zaczynajmy!

pozdrawiam,
/ND

Advertisements

One thought on “„to będzie dobry rok bez rocznic i postanowień, bez wspomnień i rozczarowań.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s