„you think you know the story…”, czyli recenzja Cabin in the woods

Lubię horrory. W sumie to nie wiem czemu, ale zawsze mnie ciągnęło do tego typu filmów. Nie chodzi mi o dzikie umiłowanie krwi i wnętrzności, a chyba bardziej o to, że tego typu filmy pokazują w całej okazałości, jak ludzie potrafią być zupełnie ślepi na wielkie znaki życia pod tytułem „ZAGROŻENIE! Trzeba UCIEKAĆ”. Wiesz o co mi chodzi? te wszystkie sytuacje, kiedy schodzą do ciemnej piwniczki, gdy słychać z niej demoniczne odgłosy. Albo kiedy biorą do samochodu autostopowicza, który ma wypisane na czole „zarżnę Cię sztoczeką do zębów i powieka mi nawet nie zadrży”. Albo kiedy zapraszają do domu tajemniczego przystojniaka, który ma wyjątkowo ostre zęby i bladą skórę. Wiecie o co mi chodzi? Te wszystkie momenty, kiedy bohater mógłby przeżyć, gdyby był choć odrobinę rozsądny, no ale niestety… Schodza do piwniczki, biorą autostopowicza i zapraszają do domu. No dobra, bohaterowie filmów nie słyszą tej bardzo sugestywnej muzyczki która towarzyszy podejrzanym momentom, ale come on, niektóre z nich nie potrzebują specjalnego soundtracku by zapalać ostrzegawcze lampki!

Nie ważne.

  Piszę sobie te słowa, bo ostatnio byłam na „Cabin in the woods„. I po całej masie kiepskich filmów które ujrzały światło dzienne w zeszłym roku (królem tej listy Don’t be affraid of the Dark– bleh bleh bleh!)

Zaczyna się prosto i przyjemnie, jak to zwykle bywa w amerykańskich horrorach. Jest sobie grupka młodych ludzi, która jedzie spędzić jakiś weekend czy inne wolne w domku kuzyna jednego z nich. Motyw znany i kochany  (choćby z Teksańskiej Masakry Piłą Mechaniczną). Wszystko pięknie się zaczyna, dopóki rzeczona grupka nastolatków nie postanawia zejść do Bardzo Tajemnicznej Piwnicy, i wypowiedzieć Starą, Łacińską Inskrypcję, znalezioną w pamiętniczku z początka wieku dwudziestego (bo przecież to takie normalne zajęcie na imprezie w chatce na końcu cywilizowanego świata) Tak naprawdę jednak nic w pobycie rzeczonych nastolatków w domku w głębi lasu nie jest dziełem przypadku, a wydarzenia dziejące się na naszych oczach są częścią większego planu, w którym ludzkość bierze udział od wieków. Równocześnie do historii nastolatków śledzimy bowiem wydarzenia w jakimś tajemniczym centrum dowodzenia, które okazuje się bacznie obserwować każdy najmniejszy ruch i oddech młodych ludzi. Wydarzenia z domku transmitowane są przez dziesiątki kamer i podsłuchów, a pracownicy centrum przyjmują zakłady na temat zdarzeń, które mają w nim nastąpić.

Jeśli to krótkie przedstawienie fabuły Cię nie przekonało, zobacz film i tak- być może jestem kiepska w streszczaniu fabuły, ale film i tak warto zobaczyć.

Tak na szybko, 3 powody dlaczego Cabin in the woods to dobry film do zobaczenia:

1. Choć rozpoczyna się bardzo sztampowo, potem wcale sztampowym nie jest. 
To jeden z tych filmów, kiedy faktycznie chcesz wiedzieć co będzie dalej, bo nie masz w głowie utartego schematu, który widziałeś już w XXX (liczba nie film) innych produkcjach. Możesz iśc do kina nawet na nocny seans, i nie zaśniesz. Możesz iść bez zegarka i komórki, czas będzie Ci płynął tak szybko i przyjemnie, że nie będziesz odczuwał nieodpartej chęci sprawdzania kiedy to się wreszcie skończy. Możesz iść przekonany, że rozgryziesz co będzie dalej, i możesz faktycznie domyślić się kilku rzeczy, ale nawet jeśli coś przewidzisz, zostanie Ci to podane w tak apetyczny sposób, że i tak się nie obrazisz.

2.  To naprawdę śmieszny film. 
Lubię horrory z elementem humorystycznym. Takie, które sprawiają że jest strasznie, ale też potrafią rozerwać człowieka. Tak tak drodzy filmowcy,  straszny film też może być śmieszny (patrz najnowszy Rec)!
Myślę, że dzięki temu że film jest naprawdę zabawny z powodzeniem mogą iść na niego też ludziki, które nie przepadają jako tako za samym gatunkiem horroru (ale np ciągną ich na takie produkcje  znajomki/sympatie, które lubią tego typu  filmy).  Przy krwawych scenach przytulamy się do znajomka, a w innych wspaniale spędzamy czas na dobrym filmie.

3. Ciekawie dobrano obsadę. 
Czytamy sobie obsadę i jest pan Chris Hemsworth. Tak, ten pan grał Thora  i Kirka w Star Treku. Generalnie robi się coraz bardziej popularny, no i trudno się dziwić. Jest na co popatrzeć a w dodatku naprawdę stara się grać, a nie tylko ruszać swoją starannie wypracowaną masą mieśniową (mniam!).  Choć Pan Wschodząca Gwiazda jest na końcowych napisać wysoko, wcale nie gra jakiejś epicko głównej roli. Życzliwie dzieli się czasem ekranowym z pozostałymi, czasem nawet pozwalając im błyszczeć bardziej. Właśnie. To jest fajna cecha aktora- jest wspaniały nie tylko jako postać prowadząca, ale także jako pan drugoplanowy.
Człowiekiem, który być może po tym filmie zostanie doceniony i bardziej rozpoznawalnyjest Fran Kranz. Zasadniczo od pierwszych minut na ekranie prezentuje widzom swój nieprzeciętny talent komediowy.
Z nowinek -smaczków, cameo w filmie odegrała nawet Sigourney Weaver. And men, jak ona się wspaniale trzyma.  Spoiler! W Cabin in the woods Pani była poskramiaczka obcych ubrana jest w elegancki corpo kostium i wydaje się naprawdę Wiedzieć Co Jest Grane. Warto oglądać dla jej momentu:)

Dobra to teraz pora na trailer:

!! (kochamy nutkę początkową z trailera!)

i to tyle. w moim prywatnym rankingu solidne 9/10 i polecam wszystkim!

/ND

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s