Bez sztucznych spulchniaczy, wszystko to co najlepsze- analiza The Walking Dead

Na początku października do ramówki stacji AMC powrócił jeden z najfajniejszych seriali ever made. Mam na myśli oczywiście the Walking Dead– serial w którym jest absolutnie wszystko, czego widz szukający dobrej rozrywki może sobie wymarzyć. Doszło nawet do tego, że oglądanie kolejnych epizodów stało się dla mnie i mojego Chłopa rytuałem na miarę Inglisz Fajw Oklok. Przy gorących bułeczkach czosnkowych i herbacie, co poniedziałek zasiadaliśmy przed Chłopa Wypasionym TiVikiem na 40 minut rozrywki bez granic. Dziś będzie więc o tym jakie są trzy najważniejsze powody, dla których każdy (nie tylko fani zombiaczy) powinien zacząć oglądać ten serial.

1. Dlatego, że jest dobry. Niezmiennie.
Jako wielka maniaczka seriali myślę, że mogę wyrażać w miarę ugruntowane opinie na temat ich fizjonomii. Prawda jest taka, że patrząc na przekrój odcinków składających się na sezon fajnego serialu, w większości wypadków mamy do czynienia ze stałym schematem fabuły. Na rysunku 1 moja baaardzo uproszczona próba zarysowania tego wzorca:

Mamy początek sezonu.
Zaczyna się czymś naprawdę fajnym, przykuwającym uwagę widza. Niesłychana intryga, arcyciekawe ułożenie zdarzeń, coś interesującego co sprawia, że serial przyciąga i sprawia, że widz zaczyna oglądać właśnie ten serial (poziom super-duper, czasem przemegawspaniałe że heej!).
W miarę rozwoju serialu, z każdym kolejnym odcinkiem zaczyna on zarysowywać pewien wzorzec fabuły. Odcinki zwykle wyglądają podobnie (np. w serialach medycznych kolejno koncentrują się na rozwikłaniu innej zagadki, uleczeniu innego przypadku. Schemat wygląda tak: przychodzi pacjent z chorobą, długi czas dochodzenia do diagnozy- diagnoza mylna- w końcu rozwikłanie zagadki). Zwykle gdzieś na święta i początek roku następuje mid season przerwa w emisji seriali. Scenarzyści dbają, by ostatni odcinek przed był pełen emocji i z wyraźnym plot- twistem, który zachęci widzów do oglądania serialu po miesiącu czy więcej rozłąki. Po tej przerwie serial powraca do swojego schematu (poziom fajności w oczach widza zaczyna powolutku spadać) i w końcu, na sam deser, czyli odcinek finałowy  znowu mamy do czynienia z czymś pełnym napięcia, interesującym i zachęcającym widza do dalszego oglądania serialu w kolejnym sezonie.Takie już są niepisane prawa seriali, większość produkcji wpisuje się w zaprezentowany schemat.

Ale the Walking Dead jest inny. Przyjrzyjmy się analizie dwóch sezonów które dotychczas mieliśmy przyjemność oglądać:

Sezon 1


Zaczyna się po prostu przepysznie. Widz wciąga się w treść praktycznie automatycznie- klimat serialu jest ciężki, absorbujący, niczym serialowe zombiacze chwyta widza za kostki i wgryza się i zaraża sobą. Te pierwsze kilka odcinków zobaczyłam praktycznie w ciągu, bez przerw na siku. Kiedy główny bohater znajduje swoją rodzinę możemy zauważyć lekki spadek formy serialu, ale nie aż tak drastyczny, by pozostawić niesmak. Mimo mniej interesujących zwrotów akcji, serial nadrabia dużo napięciami które tworzą się pomiędzy bohaterami. Ich interakcje są naprawdę ciekawe, głównie dlatego, że serial stroni od niepotrzebnych wątków romantycznych. Mamy pary, mamy zdrady, ale nie ma tych wszystkich- kocha czy nie kocha- które sprawiają, że męska część widowni idzie po kolejne piwo do lodówki. Potem jest już tylko lepiej, każdy kolejny odcinek wciąga coraz bardziej, emocje utrzymują dobry poziom do finałowego odcinka. Co ciekawe, serial nie kończy się plot-twistem (!) Scenarzyści nie musieli uciekać się do podobnych praktyk. Widz i tak powróci.

Sezon 2


Tutaj mamy już znacznie większe pole do popisu. Kiedy na bieżąco śledziłam odcinki nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale tak patrząc na te moje bohomazy  to faktycznie muszę przyznać, że był to sezon wyśmienity, pełen zwrotów-przytupnięć-piruetów. Mój pseudo graf tworzy coś na kształt burzliwego odczytu wariografu i faktycznie cały ten sezon taki właśnie był – pełen momentów przyspieszających bicie serca. Nudności mogę wskazać dwie, ale obie były równoważone przez późniejsze mega zwroty akcji, przez co w moich przynajmniej oczach- wszystko wybaczono.

Podsumowując- warto oglądać Umarlaków, bo trzymają poziom stale. Odcinki nie mają utartych schematów- w każdym może stać się dokładnie wszystko. Może zginąć KAŻDY (pod tym względem serial przypomina trochę Grę o tron), może się okazać coś co zaburzy wszystko co było do tej pory itd.

2. Serial serialem, ale Ci bohaterowie!
Zauważyłam w serialach też i taką prawidłowość, że nie jest często tak, by była i wciągająca fabuła trzymająca na brzegu fotelu i złożeni, bogaci bohaterowie. To powiem może na przykładzie Chirurgów. Jakoś tak jest, że postacie tam w pierwszych sezonach były złożone i pełne cieni różnych, ale ilekroć był jakiś odcinek akcji (dajmy na to – bomba w szpitalu, wielka kolizja statków itd) bohaterowie zostają zepchnięci na dalszy plan i wszystko kręci się wokół ukazania tego danego nieszczęścia. To w sumie bardzo naturalne i wcale tego nie potępiam.

W Walking Deadach jakimś cudem jednak te wszystkie elementy są równocześnie! Bohaterowie pośród całego tego okropieństwa, pośród zabijania zombiaków na prawo i lewo  pokazują wszystkie odcienie szarości swoich osobowości i jest to po prostu doskonałe. To jest torcik z nadzieniem, którego brak w tak wielu innych produkcjach! Każdy bohater ma co najmniej pięć twarzy (o dziwo, nawet najmłodszy ‚ulubieniec’ wszystkich Carl), którymi żagluje w zależności od sytuacji. To jest to właśnie, że choć scenariusz ataku zombich nie należy obecnie do najbardziej realistycznych, jakimś cudem dzięki tym postaciom i zdarzeniom naprawdę MOŻNA uwierzyć w taki rozwój wydarzeń. Można przymknąć powieki tak wiecie, na pół oka i widzieć praktycznie i czuć te hordy głodnych zombiaków ścigające nas w każdej chwili. Zastanawiam się nad rozwojem zdarzeń w sezonie trzecim, w którym zapoznamy się z zupełnie nowym zestawem bohaterów. Ciekawa jestem czy uda im się utrzymać poziom.

3. Nie ma zmiłuj się, nie ma że boli, nie ma że już nam się nie chce.
Ten punkt trzeci odnosi się w sumie do kilku kwestii. Po pierwsze, póki co scenarzyści nie zepsuli serialu czymś co nazywam „epickim ocaleniem”. Wiecie co mam na myśli? To jest takie coś, że sprawa jest zupełnie beznadziejna, naprawdę taka z cyklu „śmierć w oczach- krzyż na drogę”, ale ponieważ główny bohater ma trzyletni kontrakt podpisany ze stacją i tak wiemy, że w magiczny sposób przeżyje (Mam teraz w głowie niesamowite powroty do życia rodzeństwa Winchesterów w Supernaturalu, że już nie wspomnę o Chirurgach i ich np. dwuodcinkowym reanimowaniu Meredith która dawno powinna już zostać pochowana). Dla mnie takie coś naprawdę psuje serial. Jak już tworzymy sytuację śmierciopochodną, to nie bójmy się zabić tego czy innego bohatera. Im bardziej główny tym lepiej. I nie czyńmy z tego jakiejś grubszej sprawy (jak w ostatnim finale Chirurgów). Szanuję serial, który nie patyczkuje się z bohaterami. Inną kwestią która także odnosi się do tego punktu jest obecność w serialach tzw. sztucznych ulepszaczy. Wiecie, to takie te niesłychanie głupie, totalnie z dupy momenty, które sprawiają, że patrzysz w ekran z niedowierzaniem i mówisz po cichu do siebie „WTF?!”. Jakieś duchy narzeczonych w serialu medycznym, wszystko to co się działo w Lostach po drugim sezonie, zejście się Nicka z byłą w Jess i chłopakach. No come on. Jeśli się nie ma pomysłu na odcinki serialu i fajne plot twisty, to trzeba skończyć serial. A nie wymyślać jakieś sztuczne spulchniacze, które mają ukryć puste treści.
No i właśnie póki co Walkin Deadzi nie próbują nas faszerować takimi okropnościami i za to im chwała. Same nauralne składniki. Zresztą czy Zombiacze trzeba ulepszać? Resident Evil próbuje- mam na myśli te okropne kwiatko-szczęki które mają tamtejsze umarlaki (gdzieś tu w notkach wcześniej było zdjęcie) i co? I sala kinowa na Residencie była pusta… Nie warto!

Mam tylko nadzieję, że teraz nie okaże się, że ja tu chwalę, a trzeci sezon będzie śmierdzący… Póki co jest dobrze- pierwszy odcinek kończy się plot twistem i już widać, że serial jeszcze zaskoczy.

Pożyjemy, pooglądamy, zobaczymy.

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s