notorycznie omijamy Miłość (2012)

Chciałam się podzielić z Wami moim dzisiejszym stanem:

Tak tak właśnie tak. Czemu?? – zapytacie może, naiwnie myśląc, że podam jakiś ważki i wielopłaszczyznowy powód. Otóż nie. Po prostu jestem dorosła i oglądałam francuski film o starości. And now, I am a burrito of saddness.

Ten film to oczywiście Amour (czy tam Miłość, jak kto woli). Pewnie wiecie co to jest, ale tak dla przypomnienia (lub wczucia się w klimaty): Film opowiada o starszym małżeństwie- Georges and Anne, w bardzo trudnym dla nich obojga momencie. Anne dopada starość w pełnym znaczeniu tego słowa, a Georges stara się jak może wspierać Miłość Swojego Życia w tym naprawdę niemożliwym momencie. Film bez ogródek, niedomówień i ukraszeń pokazuje, jak to z nami wszystkimi będzie. Zresztą zobaczcie sami:

 

I cóż, jestem straszliwie podłym łotrem – szubrawcom, ale powiem Wam- nie oglądajcie! To jest najdłuższy i jednocześnie najstraszniejszy i najsmutniejszy film jaki widziałam. To jest dwugodzinne przypalanie sobie małego paluszka ręki. To jest powolne zrywanie paznokcia. To jest taki film, że ma się fizyczną reakcję na niego i nie wiedzieć czemu, po jakimś czasie zaczyna Was boleć śledziona i chcecie schować każdy skrawek ciała pod kołdrę i walić głową w coś takiego twardego, choć wiecie, że to i tak nie pomoże, bo myśl o tym co się zobaczyło będzie Was prześladować do końca życia.

Jeśli nie lubicie mieć fizycznych, nie do końca przyjemnych reakcji na film, nie oglądajcie tego. Jeśli nie umiecie spokojnie patrzeć na 7 minutową scenę, jak staruszek goni po mieszkaniu gołębia, nie patrzcie na to. Jeśli macie melancholijny czas w swoim życiu- nie oglądajcie tego! Naprawdę można sobie skrzywić duszę na wielu poziomach.

Ten film doprowadzi Was do kresu wytrzymałości psychicznej. Dlaczego? Bo jest prawdziwy. Taki strasznie, cholernie, absolutnie prawdziwy, że nie ma przed tym ucieczki. Patrzysz na amerykańskie baśnie o umieraniu, gdzie chorujący na raka w pełnym makijażu rzucają przesłania „chwytaj życie” i możesz wyjść z kina z uśmiechem pełnym zadumy (i poczuciem och jak fantastycznie, że chodzę na tak ambitne filmy). Po tym filmie wyjdziesz i zaczniesz szukać najbliższego koca żeby zrobić z siebie buritko i wymyślić jak skończyć wszystko przed tym co się zobaczyło. I wiecie co? Nie ma takiej opcji i film też to pokazuje. I z tego się nie da otrząsnąć. To ja wracam pod mój koc

(obrazek pokazał mi kolega A. dziś w pracy i aż nie mogłam się oprzeć żeby tego tutaj nie zamieścić, a K. wytrzymała oglądanie ze mną tego)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s