Zaprzyjaźnij się ze swoim pasożytem, czyli jak The Host (2013) wytrącił mnie z równowagi

intruz

Właśnie zobaczyłam w doborowym towarzystwie K. Intruza i oj oj będzie masa spoilerów.

Jo umar, wyszeł z siebie i teraz o tym wszystkim napiszę.

CO TO JEST INTRUZ? Znana i wzgardzana Stephanie Meyer, znana wszystkim autorka sagi Zmierzch, spłodziła sobie także i inne dzieło, zupełnie z błyszczącymi na słońcu wampirami nie związane. O dziwo/nie dziwo, nowa powieść oparta jest na tych samych, dobrze wszystkim znanych zmierzchowych zasadach. Jest chłopiec, jest (powiedzmy) dziewczynka, ale troszku się od siebie różnią, ale miłość zwycięża wszystko a dobro sprawia, że wszystko jest możliwe, nawet w nadnaturalnym otoczeniu. Tym razem zamiast wampirów asymilują do życia z ludźmi kosmici, a my możemy to wszystko oglądać na dużym ekranie dzięki wysiłkom Chockstone Pictures

NA CZYM TO POLEGA? Jest sobie dziewczę młode i jurne Mel, które wraz z bratem i chłopcem który się napatoczył jest jedną z niewielu ludzi jeszcze nie przejętych przez kosmiczne dusze. Tak tak mili państwo. Była inwazja, ludzkość przegrała i teraz meduzowate stworki bez pytania wpełzają Ci pod skórę, psują oczy i ruchy i generalnie sprawiają, że stajesz się mentalną amebą, niezdolną do jakichkolwiek emocjonujących/interesujących wyczynów. Wielkim plusem takiego przejęcia jest ogólne peace and love na świecie,  bezpieczeństwo, brak zbrodni i krzywd. Minus- no cóż… żyjesz sobie z pasożytem i nie masz nic zupełnie do powiedzenia. No i młoda i jurna Mel po jakichś 5 minutach filmu zostaje poddana takiej domowej operacji przejęcia przez Diane Kruger (która nawiasem mówiąc jeszcze nigdy nie wydała mi się tak niemiecka jak w białym wdzianku z brytyjską bryką za plecami. Just look:

diana)

No i okazuje się, ze nasza Mel została przejęta przez najmilszego ze wszystkich kosmitę wszechświata, który/a (bo ciężko mi jednoznacznie tutaj wypowiadać się o płci tego stworzenia, Meyer zdecydowanie pomija aspekty fizjonomiczne swoich bohaterów – i teraz pytanie- czy to mormoński background, czy niechęć do zamotania się we własnych wątkach. W Zmiechu takich nieścisłości było wiele- choćby wzwód martwego penisa i jak Edward zrobił sobie dziecko – być może opowieść na inny trochę czas) który/a zauracza sobą wszystkich ludzi, oraz zawiązuje niejako siostrzaną więź ze swoją gospodynią (co bohaterki oznajmiają w jednej z wielu wyciskającej pot zniechęcenia scen w tym filmie)

I SKĄD OBURZENIE? No tak, film jak film, po sadze Zmierzch to ciężko jest dziwić się schematom jakie autorka sobie obiera i temu, że sprzedają się tak dobrze. Ale-ale słuchajcie tego. I tutaj będzie spoiler ogromnych rozmiarów. Wyobraźcie sobie, że nasz Milusi kosmitek, zamieszkujący pasożytniczo organizm jurnej Mel jest aż tak bardzo jest wspaniały i drogi, że WSZYSCY ZNAJOMI I RODZINA a także (uwaga uwaga) sama Mel, nie chcą zgodzić się, by ta opuściła ciało swej gospodyni! To co, że ta nie ma kontroli nad swoim życiem, służy jako „pojazd” dla jakiejś obcej rasy, która nie płaci w supermarketach za zakupy. Przecież kosmit jest taki milusi, że nie możemy go eksmitować! Gdzie tu nasza ziemska gościnność? Wątek ten, najbardziej absurdalny ze wszystkich w filmie zawartych przelał mą szalę goryczy. Czy Meyer aż tak bardzo nie lubi swojej zwyczajności, swojego bycia człowiekiem, że musi po prostu w każdym swoim dziele stawiać wyższość na szali ras/gatunków pasożytniczych?

Myślę sobie, jaki to kurna przekaz daje młodym ludziom (no dobra nie oszukujmy się- dziewczynkom, panowie raczej sobie darują to „cudo”). Nie jest to wizja zbyt dobra. „lepiej gdy ktoś Cię kontroluje, nie zrobisz nic głupiego” „tak, lepiej nie być sobą ale być bardzo kochanym przez innych” „jeśli masz w sobie pasożyta, to absolutnie go nie wyciągaj, bo może się okazać, że to jest całkiem spoko koleś i kto wie, kto wie, może będzie to początek pięknej przyjaźni?” 

Do przemyślenia.

A póki co- wystrzegać się tej produkcji, wystrzegać się tego myślenia.