Patetyczne wywody wieczorową porą, czyli o leniwcach i sposobach na ich eksterminację (lub tymczasowe przemieszczenie)

Jestem z natury bardzo zaawansowanym przypadkiem leniwca pospolitego. Tak jest od zawsze. Gdzieś na przestrzeni czasu nauczyłam się o tym wiedzieć, akceptować to i jakoś z tym żyć.

leniwiec

Wielce nasilona manifestacja tego stanu ogarnia mnie praktycznie każdego dnia, kiedy tylko wrócę z pracy. Im bliżej bloku, tym bardziej przejmuje nade mną kontrolę. Tak jakby upiorna pani z Shuttera wskakiwała mi na plecy gdzieś po drodze, przygniatając do ziemi tak absolutnie, że jedynym wyjściem wydaje się przyjęcie pozycji bocznej-ustalonej. Kiedy wchodzę do mieszkania przygniata mnie już tak bardzo, że moje nogi, niby automatycznie zaprogramowane, same niosą mnie w jednym jedynym kierunku… na kanapę. Potem rzucam błagalne spojrzenia M., żeby mnie nakarmił, i już nie chcę wstawać ani robić nic innego. I tak było prawie codziennie, przez całą zimę. We-ge-ta-cja!

I wtedy przyszła wiosna i M. postanowił temu wszystkiemu położyć kres. Nie ma, że boli. Nie ma, że się nie chce. Nie ma, że „był taki ciężki dzień w pracy” (a.k.a. bullshit!). Codziennie każe mi robić rzeczy. Zabrał mnie do aquaparku, zachęcał do chodzenia na zumbę, zasugerował kupno rolek i jak najczęstsze wychodzenie z domu. Nasza czerwona kanapa wołała do mnie uporczywie, śpiewając słodkie pieśni tęsknoty i utrapienia. Z początku miałam ochotę unicestwić M. za to przy pomocy całej mocy kosmosu. Ale potem, kiedy już ZMUSIŁAM się do robienia, kiedy po prostu zrobiłam pierwszy krok w tym kierunku, humor poprawił mi się o dobre pięć poziomów, dziewczynka z Shuttera poszła sobie upiorzyć gdzie indziej, a mi zaczęło w końcu chcieć się żyć. Nie-sa-mo-wi-te!

Pamiętam,  jak jakiś czas temu dzwoniłam do mojej przyjaciółki A. Był super środek okrutnie przejmującej zimy, ja praktykowałam z powodzeniem moje leniwcowanie, a ona opowiadała mi o kolejnej aktywności tygodnia (prawie codziennie robiła coś fajnego- albo basen, spotkanie językowe, zawsze coś). Zapytałam ją wtedy- jak to robi, że w środku takiej aktywnościowej apokalipsy znajduję chęć i motywację do działania. Odetchnęła głęboko, nim przekazała mi tę arcytajemną i pełną prawdziwości prawdę: Musisz się zmuszać. 

I to jest coś tak zajebiście prostego, że łatwo to pominąć. Trzeba się zmuszać. Jeśli masz w sobie leniwca pospolitego, zawsze będzie Ci się nie-chciało. Czy to znaczy, że masz przyjąć taki porządek rzeczy i zmarnować życie jako burito? Why no darling!

Prezentuję Ci tutaj, nowe i błyszczące

leniwiec2

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s