O tym, że warto czasami działać wbrew swej natury.

Notoryczna odbyła swój bardzo zasłużony urlop. Oszukana okrutnie przez los z długiego weekendu majowego, udało jej się stworzyć swoistą namiastkę tego w tym właśnie tygodniu, gdzie los łaskawie bardzo pozwolił wygrać cztery dni wolnego (courtesy of corpo matka) oraz bonus w postaci kilku dni dodatkowych (courtesy of L4 welcome to okropna wysypka). Ale nie o tym miało być.

M. zarządził, że koniecznie-koniecznie trzeba mi sprawić rower. On, pasjonat sportu, wielbiciel jednośladów, człowiek kochający powietrze i bycie na dworze, mogący praktycznie przebywać tylko tam,  postawił sobie za punkt honoru i misję życia nawrócić mnie na dobrą drogę życia na zewnątrz. Ja, stworzenie domowe, zwierz pokojowy, wielbicielka ekranów wszelakich, uzależniona od internetu i radosnego promieniowania Toszibki, marszcząca się pod wpływem większej ilości naturalnego światła i natury, nigdy jakoś szczególnie nie czułam do roweru pociągu (na studiach nawet miałam swoisty LĘK przed tym pojazdem) I tak jakoś wyszło, że za namową bardzo cierpliwego i wytrwałego M. zakupiłam sobie takowe ustrojstwo z Czeladzi. I powiem Wam, naprawdę Wam powiem, że czasem warto robić rzeczy wbrew sobie. I do jakiejś takiej rzeczy Was zachęcam. Zróbcie coś, na co namawia Was usilnie Wasz najdroższy druch/kochanek. I dare you!

Panie i Panowie, oto i on.

Rower Julian w całej okazałości.

20130514_135309

rowerowo

I było warto. Ale o tym w następnych odcinkach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s