Kopiemy tyłeczki i nie bierzemy nazwisk oglądając Riddicka [2013]

riddick

Ja nie wiem, czemu jeszcze nie napisałam nic o tym filmie! Byłam w kinie już dobre trzy tygodnie temu, ale dopiero teraz znalazłam czas, żeby opowiedzieć Wam jak było. Zostańcie ze mną by dowiedzieć się czy warto i na ile warto.

Film ten wybraliśmy z M. jako „przyjemny odstresowywacz” dla naszych przyjaciół, którzy tydzień po premierze mieli wziąć ślub. Przygotowania były takie wyczerpujące, że postanowiliśmy jakoś urozmaicić im czas. I wiecie co? Wybraliśmy bardzo odpowiedni film.

O czym jest Riddick?

Vin Diesel (czyli Riddick himself) prawdziwie kocha tę postać. Trudno mu się dziwić- to właśnie dzięki Pitch Black [2000], pierwszemu filmowi, w którym zagrał Richarda B. Riddicka udało mu się zyskać światową sławę i metaforycznie otworzyć drzwi do wielkiego świata filmu. Po części więc z tego poczucia sentymentu, a po części podejrzewam ze zwykłej chęci zagrania tej wspaniałej postaci, Vin Diesel wyłożył całe mnóstwo hajsu, aby powstała trzecia część filmu. 

Kim jest Riddick? Dawny więzień (nie do końca wiemy co zrobił), banita, człowiek-demolka, obrońca uciśnionych i dzieci, wesoły żartowniś i dziki twardziel- myślę, że ta mieszanka najlepiej oddaje jego esencję. W każdym kolejnym filmie Riddick wrzucony zostaje w niebezpieczne środowisko, z którego musi wydostać się i ludzi, którzy go bardzo nie wkurzają.

Co się dzieje w tej części? Cóż… najlepiej opisać to w ten sposób: Riddick ma kłopoty. I to odnosi się praktycznie do każdej minuty filmu. Możecie je wypowiedzieć oglądając film w dowolnym momencie i będzie to słuszność. 

Nie trzeba wcale znać poprzednich części filmu (nasi znajomi nie znali), by bawić się dobrze. Oto jak można nakreślić fabułę- Zdradzony przez wszystkich Riddick znajduje się sam na obcej i nieprzyjaznej planecie. Sięga przysłowiowego dna, po czym postanawia się ogarnąć i użyć swoich magicznych Riddickowych mocy przetrwania, aby wyjść z tej sytuacji. Wkrótce jednak okazuje się, że to nie będzie takie proste. Oprócz transportu z obcej planety Riddick musi też znaleźć sposób na przeżycie zmroku. 

No i zaczyna się. Film świetnie wpisuje się w gatunek, który reprezentuje. Ma szybkie tempo akcji, zabawne komentarze typu „o jakie wielkie jajca ma Riddick” oraz całkiem przyzwoitą (jak na coś finansowane tylko z kieszedni Vin Diesel’a) grafikę. Raz po raz Riddick znajduje się w różnych kłopotach a widzowie mogą swobodnie pogryzać popkorn w miarę jak próbuje się z nich wykaraskać.  Gra aktorska… hmm trudno mówić o czymś takim. Riddick to po prostu Vin Diesel. Gdyby Vin mógł być kimkolwiek, byłby właśnie nim. Także tutaj nikt nic grać nie musi. 

Co mi się podobało?

Oprócz zabawnego tonu, jaki ma film i kilkunastu momentów stworzonych do wielkiego hihu, tak naprawdę ten film ma pewną głębię (SZOK). Tak. Otóż, dał mi nawet do myślenia. Zmieszany z błotem i krwią Riddick postanawia się nie poddawać- mimo, że wszystkie losy zostały obstawione przeciwko niemu, mimo, że ma już dość i chce nawet trochę sczeznąć w ciemnej dziurze, zbiera się do kupy i postanawia żyć dalej. Z pasywnego, odtwórczego człowieka, który się broni, zaczyna ATAKOWAĆ. Złapał życie za jaja. Dzięki temu, sprawy zaczynają przybierać lepszy obrót, a nadzieja powraca. I takie coś, proszę Was, jest dla mnie inspiracją wielką. 

Podsumowanie

Może i ten film nie zmieni Wam życia (choć jak wspomniałam posiada momenty bardzo refleksyjne). Może i nie jest to coś, co jest warte wydania dużej ilości pieniędzy (na bilet do kina). Jednak jeżeli lubicie kino akcji, jeżeli lubicie wtapiać myśli w fabułę i po prostu obserwować dobrą naparzankę, zobaczcie sobie ten film. Pozostaniecie tymi samymi ludźmi, ale za to z uśmiechem na twarzy. 

Przydatne strony: 

strona imdb filmu

Riddick wiki (O MÓJ BOŻE!) 

wywiad z Vinem Dieselem

wywiad z Dahl – jedyną główną Panią w filmie

super infografka o Riddicku– wszystko co chcecie wiedzieć i o wiele więcej! 

notoryczna ocena: 

4 na 10Dla fanów serii/pomysłu- solidne 6/10! 

Reklamy

Słuchamy the Naked and Famous- In Rolling Waves [2013]

nakedfamous_heartscover

Czekałam na tę płytę całe trzy lata. Od kiedy tylko natrafiłam na pierwszy krążek piątki nowozelandczyków („Passive me, agressive you”), pochłonęła mnie prawdziwa obsesja ich brzmienia. Potrafiłam słuchać jej bez przerwy, odrywając się od odgórnej kolejności piosenek tylko po to, by zapętlić sobie na resztę dnia Young Blood, albo All of this.

Kiedy tylko dowiedziałam się o dacie premiery kolejnego krążka, zaczęłam wielkie odliczanie. Po prostu musiałam mieć tę płytę. Zresztą nie tylko ja, M. też wykazał naprawdę duże podniecenie, jak na oazę spokoju, jaką jest ten człowiek na co dzień  Kiedy w końcu zdobyliśmy tę płytę, przygotowani na prawdziwe muzyczne objawienie, zaczęliśmy powoli zanurzać się w dźwięku- M. jadąc do domu w samochodzie, ja otulona kocykiem w mieszkaniu. Po dojechaniu do celu, zniesmaczony M. poinformował mnie, że jego serce zostało na zawsze złamane, a płyta przyprawiła go o ból głowy epickich rozmiarów.

The Naked And Famous – Hearts Like Ours

Dla mnie pierwsze słuchanie też przebiegło bez rewelacji. Zaczęłam się nad tym poważnie zastanawiać i doszłam do wniosku, że przecież z „Passive me, agressive you” też było trochę tak, że zaczęłam od jednej piosenki i w miarę kolejnego przesłuchiwania płyty obsesja rosła. A nawet, choć kocham tę płytę wielce, pojawiły się na niej też piosenki, których słuchać nie mogę (brzmienie po prostu mnie odstrasza) . No więc dałam temu kolejną szansę.

I było tak, jakby ta płyta była moim kochankiem sprzed lat. Spotkaliśmy się na chwilę na ulicy i gadało nam się średnio, ale umówiliśmy się na piwo, żeby „powspominać stare czasy”. I ponieważ ta płyta to ta płyta, a ja to ja, a pewni ludzie i pewne rzeczy zawsze będą miały niesamowitą chemię, i zawszę będą w stanie gadać tak, jakby to był ostatni dzień na ziemi, jedno piwo zamieniło się na dwa i zaczęliśmy się odkrywać na nowo. I teraz już na zawsze pozostaniemy dobrymi przyjaciółmi.

No posłuchajcie tylko:

Ta płyta to wielkie pudełko czekoladek. W miarę jak zjadasz, przyzwyczajasz się do czasem dziwnych smaków i koniec końców jesteś naprawdę szczęśliwy, ze kupiłeś to pudełko. 

Album jest mroczny, melodyjny, zaprasza słuchaczy do zanurzenia się w naprawdę wyjątkowe kompozycje dźwięków. Spodoba się fanom synth-popu, ale nie tylko. Jeżeli lubicie muzykę naładowaną emocjonalnie, jeżeli lubicie piosenki, które mogą być soundtrackiem do pewnych momentów życia, jeżeli w niedzielę lubicie poleżeć nieco dłużej i z przymkniętymi oczami słuchać piosenek, które potrafią kształtować nastrój, to ta płyta jest dla Was. Ale pamiętajcie- nie traktujcie pierwszego spotkania z nią jako decydującego. Będzie trochę niezręcznie, może jakaś zmiana Wam się nie spodoba, ale zaproście ją na to piwo. Tej rozmowy nie zapomnicie nigdy. 

Tak o płycie mówi wokalistka zespołu: 

Wraz z wiekiem zmieniły się nasze gusta muzyczne. Nasza pierwsza płyta była głośna i hałaśliwa. Jest pełna różnorodności. Chcieliśmy przekazać w niej coś dynamicznego (…) Do tej płyty podeszliśmy w nieco inny sposób. Została stworzona tak, by móc ją grać w całości na żywo, ale niektóre piosenki mają tyle warstw, że ciężko odtworzyć to na scenie. Dlatego jeżeli chcieliśmy nagrać płytę do grania na żywo, musieliśmy poddać nasz dźwięk całej masie ograniczeń

Dobra, to ja lecę przerzucać co lepsze piosenki na mptruchę. 

Koniecznie przesłuchajcie na płycie: hearts like ours, in rolling waves, the mess, grow old i golden girl

Przydatne linki:

Strona zespołu

Cały album do przesłuchania online

Pełny wywiad z zespołem

Notoryczna ocena:

8 na 10

Oglądamy polską animację- Świteź [2011]

switezNie mogę uwierzyć, że mnie to ominęło! Już 2 lata temu wyszła Świteź- z tego co udało mi się zobaczyć na trailerze -bardzo fajna i dobrze zrobiona animacja. Źródłem inspiracji do powstania filmiku był wiersz naszego narodowego wieszcza (umieściłam link pod artykułem).

To zobaczcie sobie trailer:

Świteź (2010)

Film powstawał aż 7 lat, jest rezultatem żmudnej i cierpliwej pracy kilku osób. Po pierwsze Kamila Polaka- głównego twórcy filmu; Iriny Bogdanovich- kompozytorki muzyki do przedsięwzięcia i Stanisława Dziedzica- producenta filmu. To właśnie to trio dołożyło wszelkich starań, by widza zachwycić, by podać mu coś nietuzinkowego. Produkcja trwa tak długo, ponieważ w animacji twórca musi wymyślić wszystko. Nie ma aktorów i pomieszczeń, które inspirują by akcję rozmieścić w określony sposób. Jedynym limitem jest wyobraźnia. Trzeba było wymyślić każdą scenę, każde ujęcie od podstaw. Dobierając właściwe kolory, rysując sceny w określony sposób. Zakładając, że chce się robić to dobrze, tworzenie jednego ujęcia może zabrać kilka miesięcy.

I kiedy popatrzycie na ten trailer, wyraźnie widać, jak wiele pracy weszło tworzenie Świteziowego świata i bohaterów, Film wydaje się być dopracowany w każdym, nawet najbardziej maluteńkim detalu. I oglądając zauważycie też na pewno, że nie ma w tym filmie dialogów, nie ma żadnych słów. Kamil Polak komentuje to tak:

wiedziałem na pewno że ja nie chcę tam słowa, bo słowo samo w sobie ono ma wszystko ten teskt, on nie potrzebuje niczego dodatkowego obrazu czy muzyki.(…) Ja chciałem stworzyć taka filmową jakość, nie idąc na łatwiznę i nie robiąc ilustracji tekstu tylko opowiedzenia tych emocji zawartych w tekście za pomocą obrazu i dźwięku

Tworząc swój animacyjny poemat Polak inspirował się przede wszystkim XIX wiecznym malarstwem realistycznym (które mi osobiście zawsze kojarzyło się z koniami), średniowieczne ikony oraz oczywiście muzyka klasyczna i balet.  Całość wydaje się być idealnie dopasowana do siebie, tak, że już nawet patrząc na trailer czuje człowiek, że patrzy na coś wielkiego i coś, co ma dużą wartość estetyczną. Tak mówi o tym odczuciu producent filmu

dla nas to chyba najważniejsze żeby ludzie mieli tzw ucztę. a w tym wypadku jest to naprawdę uczta, która w moim mniemaniu jest na bardzo wysokim poziomie.

Nie wiem jak Wy, ja będę wypatrywać w sieci!

Przydatne linki:

Strona projektu
Wiersz inspiracja animacji
Video wywiad z twórcami filmu (bardzo fajne)

Kiedy już miałam noteczkę gotową znalazłam to – link do całego filmu

Miłego oglądania!

Dobry dzień, to dobra muzyka [16]

ubrellaaass

Nie myślałam nigdy, że do tego dojdzie, ale tak proszę Państwa, w moim cyklu dobrej muzyki na dobry dzień pojawia się dziś Birdy. Skąd mój wielki hate w stronę tej poniekąd niewinnej nastolatki?

Dopuściła się świętokradztwa, a tego nie wybaczamy.

Wielkie świętokradztwo Birdy:

A jak to powinno być wyglądać?

i tylko tak!

Nie mniej jednak, w tym wypadku Birdy dała czadu, więc posłuchajcie ją i Wy:

i dobrego dnia!

Rodzinne sprawy z śmiercią w tle – oglądamy You’re next [2011]

źródło: http://www.nerdist.com

Złowieszcze plakaty z filmu (źródło: http://www.nerdist.com)

Takie mam przemyślenie, że filmy z szeroko pojętego gatunku Slasher Movies, to taka trochę czarna owca w rodzinie horrorów. To ten trochę żałosny kuzyn, z którym czasami lubisz sobie pogadać na urodzinach ciotki (no cóż, jest zabawny), ale niekiedy ta rozmowa idzie za daleko i przekracza wszelkie granice dobrego smaku. Wtedy masz ochotę zakończyć rozmowę NATYCHMIAST i wyjść z tego przyjęcia. Trudno się dziwić, biorąc pod uwagę główne założenie tego typu filmów- gromadzimy dużą liczbę bohaterów i zabijamy ich po kolei, w coraz to bardziej finezyjny sposób. Tak.. produkowanie Slasherów to nie jest łatwy kawałek chleba. Wymaga bardzo dobrego wyczucia i smaku. Jeżeli twórca filmu podejdzie do tematu poważnie, i na każdym etapie produkcji będzie uważał, żeby nie przesadzić- może stworzyć naprawdę dobrą rozrywkę dla widza. Jeżeli jednak podejdzie do zadania ze zbyt dużą dawką nonszalancji- całość może okazać się po prostu koszmarem.

No i jak to wygląda z You’re next [Następny jesteś Ty]? Nim zajmiemy się recenzowaniem, może kilka słów o fabule filmu, żeby wprowadzić was w klimat całości. Wyobraźcie sobie piekielnie bogatą rodzinę. Jedną z takich porządnych, prawych i zacnych, która jednocześnie cieszy się ogromną kupką złota w piwnicy. Rodzina składa się z rodziców w średnim wieku, 3 dorosłych synów i córki, oraz partnerów wspomnianych latorośli. Jak to zwykle bywa u bogaczy, rodzina ta nie za bardzo trzyma się kupy- pomiędzy najmłodszymi członkami rodu panują najróżniejsze konflikty, które mają swoje podłoże w okresie dorastania gromadki.

Rodzice wesołej gromady dojrzałych emocjonalnie trzydziesto i mniej latków urządzają wielkie przyjęcie z okazji swojej trzydziestej piątej rocznicy ślubu. Rodzina spotyka się więc w komplecie, i wszystkie problemy i niesenacki wypływają na powierzchnię po raz kolejny. Na szczęście nie na długo (inaczej wszyscy w konwulsjach tarzalibyśmy się po podłodze) i wkrótce w miarę rodzinną kolację przerywają bardzo niespodziewane wydarzenia.  I zasadniczo jeżeli zdradzę więcej, to już nie będzie się oglądało tak fajnie, więc póki co cicho sza, natomiast dla bardziej odpornych na spoiling fanów gatunku poniżej trailer (jeżeli nie musicie, nie oglądajcie- popsuje całą zabawę)

###SPOILER ZONE###

### end of SPOILER ZONE###

Ciężko mi oceniać ten film. Z jednej strony, bardzo mi się podobał, z drugiej, miałam bardzo wielkie poczucie ulgi, że już się skończył. Nie można mu odebrać świeżości i jakości. To zdecydowanie kawał dobrego kina. Znalazły się w nim przynajmniej 3 sceny tak przerażające, że naprawdę nie dają mi spać po nocach. Podoba mi się też koncept filmu- to, że opowiada o członkach jednej rodziny. Podoba mi się też, że wśród bohaterów nie ma małych dzieci, każdy jest dorosły, należy do jakiejś pary, i nie jest ćpunem/alkoholikiem. Kiedy zabawa się zaczyna, tego typu sprawy nie psują akcji.

Z drugiej strony, twórcy jakby nie mogli się zdecydować na to co robią. Zaczynają bardzo fajnie. Mamy kilkuminutowy, niesamowicie klimatyczny prequel, coś mniej więcej w stylu pierwszych minut Krzyku Wesa Cravena. Później po napisach początkowych wprowadzona zostaje fabuła, jednak od czasu do czasu zabarwiają ją elementami grozy- tak, by trzymać widzów na brzegu fotela. Im dalej w las, tym więcej pomysłów wpada do głowy scenarzystów. Zaczynają z naprawdę dobrego filmu robić coś na kształt komedii, ponieważ jednak scenariusz to typowy slasher, robi nam się nieco krzywa groteska. Może się to podobać, mi i mojemu koledze S. jednak do gustu to nie przypadło.

Mimo tego braku spójności całość bardzo trzyma fason. W przeciwieństwie do wielu reprezentantów gatunku, film bardzo późno odsłania wszystkie karty i niespodzianki. Praktycznie do samego końca, gdy już myślimy, że ogarnęliśmy umysłem cały ten świat, film trzyma dalej w napięciu. Pod tym względem bardzo warto zobaczyć.

O tym, że nie jest to byle co, świadczy też to, że miałam fizyczną reakcję na ten film. Pamiętacie w horrorach zawsze jest taka scena, że ktoś idzie sobie idzie z nożem, szuka złoczyńcy po pokojach i napięcie sięga zenitu? W You’re next te momenty trwają tak długo, że z tych emocji dostałam prawdziwych dreszczy. Prawdziwe, kurna DRGAWKI z powodu emocji. To jest coś.

Przydatne linki:

Recenzje na Zgniłych Pomidorkach

Piosenka z filmu:

Wywiad z twórcami filmu

Notoryczna ocena:6 na 10