Dlaczego nigdy nie dogadam się z Jackiem Dukajem?

okladka lod

Może pamiętacie, że jednym z moich wyzwań na wrześnie było poczytanie Lodu Dukaja? Za książkę jak najbardziej się zabrałam, szybko jednak okazało się, że ja i Pan Autor nie zostaniemy nigdy gorącymi przyjaciółmi, możemy się szanować (a i owszem), ale nigdy nie będę z nim spożywać wina marki „wino” i gadać o życiu i całej reszcie. 

Utknęłam gdzieś w jednej trzeciej tomiszcza (ma gdzieś 1000 stron) i musiałam je rozcieńczyć czymś innym, mózg mój odmawiał już współpracy. 

Nie zrozumcie mnie źle, książka jest naprawdę imponująca, świat przedstawiony skonstruowano z nieziemską ilością szczegółów i odcieni, naprawdę można wczuć się w to zostało tam zaprezentowane (dosłownie- muszę tę książkę czytać pod kocem, inaczej mi zimno!), bohaterowie są najlepszego rodzaju- nie do końca dobrzy, emocjonalni, prawdziwi, zdarzenia wciągają w fabułę i pod wieloma względami nie da się od tego wszystkiego oderwać, jednak nie mogę przebrnąć przez to jak ta książka jest napisana. 

źródło http://www.culturecongress.eu/people/dukaj_jacek

Pan Jacek gardzi językiem ojczystym i popełnia na nim zbrodnie tak straszliwe, że oczy same przymykają się z przerażenia. Stosuje zabiegi, które są fajne i wspaniałe np. w prozie poetyckiej (wszystko chyba wziął od Stachury!), jednak w 1000 stronnicowej epopei historycznej nieco… ryją czachę (mówiąc delikatnie). Nie mogę przebrnąć. Nie dogadamy się. 

W fantastyce chcę się zanurzać w świat o którym czytam, zanurzać spójnie i absolutnie. Czytając zdania długie na 3 linijki, z przymiotnikami wetkniętymi na koniec zdania, ze spójnikami przesuniętymi na jego początek, nie mogę się wtopić. Nie mogę w to wejść. Odrywam się ciągle, rozpraszam. Rozprasza moją uwagę, psuje wszystko, psuje tak bardzo!

O co chodzi?

1) przymiotniki na końcu zdania, epitety w odwróconej kolejności, chaos, bajzel okrutny! 

„Pod pierzyną, pod trzema kocami i starym płaszczem gabardynowym, w barchanowych kalesonach i swetrze włóczkowym

2) zdania buduje bardziej niż sam wielki / długi Proust (agoniaaa) 

Pod pierzyną, pod trzema kocami i starym płaszczem gabardynowym, w barchanowych kalesonach i swetrze włóczkowym, w skarpetach naciągniętych na skarpety – tylko stopy wystawały spod pierzyny i koców – po kilkunastu godzinach snu nareszcie rozmrożony, zwinięty prawie w kulę, z głową wciśniętą pod poduchę w grubej obszewce, że i dźwięki docierały już miękkie, ogrzane, oblane w wosku, jak mrówki ugrzęzłe w żywicy, tak one przedzierały się w głąb powoli i z wielkim mozołem, przez sen i przez poduszkę, milimetr za milimetrem, słowo za słowem:

– Gaspadin Wieniedikt Jerosławski.
– On.
– Spit?
– Spit, Iwan Iwanowicz.

3) zdania zaczyna od spójników

 Się wstało, się wyszło z pokoju ciemnego

4) imiesłowy kocha, imiesłowów wrzuca w bród! 

Wyszedłszy z powrotem na korytarz, zobaczyłem Kiryła stojącego w progu pokoju – miał na mnie oko, trzymał straż, czy nie ucieknę im na mróz w kalesonach i swetrze. 

I właśnie dlatego nie dogadamy się, ale z pewnością będę go czasem odwiedzać. 

Przydatności:

fragment Lodu w Polityce

strona autora

tu można kupić lodowego ebooka

Reklamy

2 thoughts on “Dlaczego nigdy nie dogadam się z Jackiem Dukajem?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s