Jak postępować z drogim nam człowiekiem, gdy chcemy wyrzucić go przez okno

uwaga

Dziś niedziela, czas dla rodziny i poprawy relacji, czemu więc nie zarzucić na bloga jakiejś noteczki dotyczącej tych jakże rzadko poruszanych tutaj tematów?

Jak wiecie czytałam sobie I, że Cię nie opuszczę… (a nawet skończyłam już czytać! #duma) i tam, oprócz bardzo fajnej myśli o patrzeniu na najgorsze aspekty spraw, pojawiło się też naprawdę bombowe przemyślenie o kłótniach. Patrzcie:

Felipe i Pani Autorka, wygnani z świata dobrobytu (Ameryki, oczywiście) po wielu miesiącach tułaczki po krajach trzeciego świata zaczęli gorzej na siebie reagować. Czy to upał i brud w końcu ich pokonały, czy też może po prostu brak swojego miejsca, w którym można spuścić powietrze i napić się swojej kawy- nie istotne. Ważne, że bohaterowie osiągnęli emocjonalny kres swojej cierpliwości. 

On zaczął być gderliwy i niemiły, ona wkurzała nadmiernym optymizmem w sytuacji, w której optymizmu szukać nie ma jak.

Podczas podróży laotańskim autobusem, napięcie budowane przez kolejne miesiące sięga zenitu i para wpada w ostrą kłótnię. Wszystko to oczywiście dzieje się w ciasnym, pełnym ludzi i zwierząt środku transportu. Kiedy bohaterowie wyrzucają z siebie swoje żale i zmartwienia, nagle dzieje się coś takiego:

Zmilczałam więc, Felipe też się nie odzywał i tak to trwało, aż do momentu, w którym wreszcie sięgnął po moją dłoń i znużonym głosem oświadczył:
– Uważajmy teraz, dobrze?
Odetchnęłam, bo wiedziałam, co chce mi powiedzieć.
To był nasz stary szyfr. Pierwszy raz pojawił się na począt-ku naszego związku, w drodze z Tennessee do Arizony.

Uczyłam wtedy sztuki pisania na University of Tennessee i mieszkaliśmy w tamtym dziwacznym hoteliku Knoxville, a Felipe dowiedział się o jakimś interesującym pokazie klejnotów w Tucson. Bez zastanowienia ruszyliśmy w drogę, próbując pokonać tę długą trasę za jednym razem. Było bardzo zabawnie. Śpiewaliśmy, rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Ale ile można śpiewać, rozmawiać i śmiać się, nadszedł więc taki moment – po około trzydziestu godzinach jazdy – kiedy poczuliśmy krańcowe wycieńczenie. Kończyło nam się paliwo, dosłownie i w przenośni.
W okolicy nie było hoteli, a my byliśmy głodni i bardzo zmęczeni. Mieliśmy zdecydowanie różne zdanie na temat tego, gdzie i kiedy powinniśmy się zatrzymać. Wciąż rozmawialiśmy ze sobą uprzejmie, ale samochód wypełniła atmosfera lekkiego napięcia.

– Uważajmy teraz – powiedział wtedy ni stąd, ni zowąd Felipe.
– Na co? – spytałam.
– Po prostu uważajmy, co będziemy mówić przez następne kilka godzin – ciągnął. – Właśnie w takich chwilach, kiedy ludzie są zmęczeni, wybuchają kłótnie.
Dobierajmy starannie słowa, dopóki nie znajdziemy jakiegoś miejsca na odpoczynek.

Jeszcze nic się nie wydarzyło, a Felipe wiedział, że są takie chwile, kiedy para musi stosować procedury zapobiegające konfliktom, gasząc kłótnię, jeszcze zanim wybuchła. Stało się to więc naszym powiedzonkiem, szyfrem, znakiem ostrzegawczym przed wyrwą lub spadającymi kamieniami. Było narzędziem, które wyciągaliśmy od czasu do czasu w chwilach szczególnego napięcia. Zawsze się sprawdzało.

Och, zachwyca mnie ten pomysł w swojej prostocie. Bardzo długo należałam (cóż, czasem nadal należę) do osób, które wpadają w bardzo wielki gniew i wylewają go falą na drugiego człowieka, wyrzucając mu/jej wszystkie przewiny, jakich dopuścił/a się względem mnie na przestrzeni ostatnich 25 lat. Często nie kontroluję tego co mówię i pozwalam, by jad płynął swoim torem. 

Długo próbowałam z tym walczyć, ale oczywiście bezskutecznie. I teraz pośrodku laotańskiej dżungli, Brazylijczyk Felipe dał mi radę, która jest tak żałośnie łatwa w wykonaniu, że powinnam uderzyć się w głowę, że nie wpadłam na nią sama. 

Są słowa, których nie da się cofnąć. Które psują relacje pomiędzy ludźmi na zawsze i nie da się tego zmienić. Czy nie łatwiej powstrzymać się przed ich wypowiedzeniem, niż próbować potem przez całe życie naprawiać coś, co jest zepsute przez nieuwagę i emocje?

** cytat przytoczyłam oczywiście za „I, że Cię nie opuszczę…” Elizabeth Gilbert

Reklamy

3 thoughts on “Jak postępować z drogim nam człowiekiem, gdy chcemy wyrzucić go przez okno

  1. Seliga pisze:

    Wracam tu po dwóch tygodniach od przeczytania tego postu, tylko po to, żeby napisać, że zacytowany przez Ciebie dialog zapamiętam chyba na całe życie. Dzięki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s