Mam 26 lat i się rozpadam.

1

Może to i nie jest dobry pomysł na notkę, ale potrzebuję dać ujście całej gamie przekleństw, które cisną mi się ostatnio na usta. 

Jestem ze wsi. Wychowałam się na mleku od krowy, jajkach, które były prawdziwie żółte, kiełbasie, która pachniała w całej lodówce i pomidorkach tak czerwonych i miękkich, że sok z nich dało się praktycznie wyssać. Od lat mniej więcej siedmiu świadomie uciekłam od takiego życia w stronę miejskiego dobrobytu. Jem szybko i smacznie to co sobie kupię w sklepie, kocham fast foody i coca colę i nie wyobrażam sobie piątkowego wieczoru filmowego bez solidnej misy czipsów. Szkoda mi czasu na gotowanie, bo mam życie. 

I jakieś dwa lata temu to samo życie zaczęło mnie gryźć solidnie w dupę. Zaczęło się od kilku niewinnie wyglądających wysypek, podrażnień i zaczerwienień. Dziś mój organizm przejął nade mną pełną kontrolę. Potrafię iść spać i obudzić się z sajgonem zamiast twarzy. Uczulają mnie nawet kosmetyki dla alergików, a każde przeziębienie to Walka o Życie co najmniej jak u bohaterów Dallas Buyers Club. I choć może to troszeczkę niestosowne, przyrównywać się do ofiar AIDS, ale mając odporność tak kapryśną jak ja, przepraszam, ale to porównanie samo ciśnie się na usta.

Twarz- wysypka goni wysypkę. Paznokcie- notorycznie połamane, okropnie słabe, chciałyby po prostu odpaść i mieć tę walkę z głowy. Włosy- wołają o pomstę do nieba. Popękane pięty. Kręgosłup wygięty, cierpiący, zły na cały świat. Ogólna kondycja fizyczna- cóż, moja prawie osiemdziesięcioletnia babciunia wykazuje o wiele więcej wigoru niż ja kiedykolwiek podczas wolnego dnia. Zrozumiałam to dziś tak bardzo. Zrozumiałam dobitnie.

Mam 26 lat i się rozpadam.  

Zaczęłam myśleć i pytać i próbować znaleźć jak i dlaczego, bo nikt nie chce, żeby tak jego życie wyglądało- prawda? No i zwrócili mi uwagę na E. Od siedmiu lat, moje życie wypełnione jest ze wszystkich stron, ze wszystkich sił, złudnym przyjacielem, okrutnym wrogiem, przyczajonym tygrysem, co tylko czeka, aby się ujawnić. Chemią. Ecośtam, azotyny, siarczany, glutaminiany, cała zgraja obcobrzmiących słów, które brzmią jak bronie najgorsze, biologiczne śmierci nasłane na mnie specjalnie w promocyjnej cenie 0,99zł. 

Czy to na pewno to? No jasne, że tego wiedzieć nie mogę. Może po prostu 26 to limit i trzeba się z tym pogodzić. Ale próbować walczyć można. Nie chcę więcej E. Chcę jedzenia!

Ekonomicznie opłacalne to nie jest, tyle Wam powiem. 

Wczoraj byliśmy z M. na zakupach. Oboje nie jesteśmy wielkimi fanami tej czynności, dlatego ograniczamy ją zawsze do niezbędnego minimum. Tym sposobem wczoraj spędziliśmy w sklepie 65 minut. Czytając każde opakowanie, każdy słoiczek. Pokornie odkładając rzeczy na półki. Wybieraliśmy te mniej E-chnięte. A mniej E-chnięte, zawsze oj zawsze znaczą- droższe. Czasu poszło wiele, energii też, nie wspominając o pieniądzach. 

Efekty? Pożyjemy zobaczymy. Póki co rozpad w trakcie. 

A jak tam Twój?

Advertisements

3 thoughts on “Mam 26 lat i się rozpadam.

  1. M. pisze:

    Też uważam, że zdrowe jedzenie jest po prostu cholernie drogie. Chociaż ci, co zdrowo jedzą temu zaprzeczają.
    Moja dieta nie jest radykalnie zdrowa. Staram się zmiany w żywieniu wprowadzać stopniowo. Ograniczyłam słodycze, wcinam gorzką czekoladę, piję dużo wody, zielonej herbaty albo wody z cytryną. Nie piję mleka, produkty mleczne ograniczyłam baaaarrrdzzzooo. Dawniej nie wyobrażałam sobie dnia bez jogurtu, ale żołądek zaczął się buntować nawet na jogurt. Nie piję coli, nie piję kawy.
    Obecnie z diety staram się wyrzucić białe pieczywo. Codziennie obowiązkowo chociaż 1 owoc i warzywo.
    Ale mięska nie odpuszczę muahaha :P
    Na kręgosłup pomógł mi bardzo pilates. Można iść na zajęcia parę razy, nauczyć się tam ćwiczeń a potem stosować w domu. Ja mam też książkę z ćwiczeniami. Teraz trochę mi się znudził więc przerzuciłam się na jogę.
    Jestem za metodą małych kroczków.

    • notoryczna pisze:

      Małe kroczki są super:) Ale bardzo boli mnie przejście od osoby, która w ogóle nie musiała myśleć o zdrowym żywieniu, do bycia osobą, która musi czytać wszystko, bo nie wie, że brzydkości siedzą wszędzie:D Walczymy, ot co!

  2. elpiss pisze:

    Mieszkałyśmy razem, więc wiesz jak wyglądało moje odżywianie. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak 2 lata temu przymierzając suknie ślubne, mieściłam się tylko w takie brzydkie worki w rozmiarze 40. To było straszne. Był styczeń- czas na nowe postanowienia, w pracy podpatrzyłam koleżankę, która sporo schudła i zapytałam jak to zrobiła. Widziałam co je, więc pomyślałam, że też tak mogę. Dała mi numer do swojej dietetyczki. I takim sposobem sama do tej dietetyczki zaczęłam chodzić. Super babka, taka ludzka. Dzięki niej razem z A. schudliśmy około 12 kg. I w sumie nic takie specjalnego nie jedliśmy, dużo warzyw, 5 posiłków dziennie, pieczywo żytnie, ryż brązowy, makaron razowy, kasze. Żadnych fast foodów, chipsów, jedzenia z torebek. Chudłam i czułam się rewelacyjnie. 3 razy w tygodniu fitness, do pracy jeździłam na rowerze. Przez jedzenie 5 posiłków nie miałam ochoty na podjadanie, czy słone przekąski. Wiesz, że nie jestem mistrzem kulinarnym, i spędzenie więcej niż pół godziny na przygotowanie posiłku to koszmar dla mnie, a takie „dietetyczne” jedzenie było łatwe do przyrządzenia. Przykład: ugotuj woreczek kaszy, wrzuć do gotującej się wody mrożone warzywa, uduś pierś z kurczaka i obiad gotowy :)
    Zdrowe jedzenie jest droższe, ale ile mniej później musisz wydać na lekarstwa… Jest książka „Zamień chemię na jedzenie” Julity Bator, nie czytałam, ale może Cię zainteresować :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s